Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl
 
 
Happiness Is Easy PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
sobota, 28 maja 2011 15:27

MYSLOVITZ - "Happiness Is Easy"

Największą siłą Myslovitz jest nadal umiejętność śpiewania o rzeczach ważnych w poruszający sposób. Ciągle wyróżnia ich zdolność wyrażania subiektywnych odczuć nielicznych i codziennych pragnień wszystkich. Największą słabością jest produkcja tej płyty.

"Happiness Is Easy" - łatwo powiedzieć. Nigdy wcześniej nie spoczywał na nich taki ciężar. "Miłość w czasach popkultury" wywindowała skromny alternatywny zespół ze Śląska do krajowej ekstraklasy. Postawiła konkurencję do kąta, stając się jednym z najlepszych albumów w historii polskiej muzyki rozrywkowej. Wydany trzy lata później "Korova Milky Bar" potwierdził ważność Myslovitz. Zespół pod dużą presją potrafił nagrać kolejne przeboje ("Sprzedawcy marzeń", "Acidland") i dołożyć następne klasyki ("Szklany człowiek", "Chciałbym umrzeć z miłości"). "Skalary, mieczyki, neonki" nagrany w większości podczas sesji nagraniowej "Korovy…" pierwotnie miały być do niej dodatkiem. Szkoda, że tak się nie stało. Wydany zbyt późno, jako samodzielny album, spełnił tylko nadzieje najwierniejszych fanów. Choć promujący to wydawnictwo utwór  "Życie to surfing" uznaję za jeden z najlepszych singli grupy. I jest w końcu nowa płyta, która musi udowodnić, że zespół nadal potrafi pisać nośne przeboje i nagrywać wspaniałe utwory z ważnymi tekstami. Dzięki nim odnieśli sukces i zaskarbili sobie wierność fanów. Oddanie na śmierć i życie.

Do rzeczy. Płyta zaczyna się bardzo nieoczekiwanie. Myslovitz gra w stylu T.Rex! Trzeba się jakiś czas oswajać. Numer dwa na płycie – "Ściąć wysokie drzewa" ma dobry tekst. Brzmi jak starszy brat "Chłopca z plasteliny". Lenny Valentino na płycie Myslovitz? To uczucie będzie wracać. Nie umiem się przekonać do "Mieć czy być". Pomijam słowa i muzykę, bo chyba są najmniej nośną historią na singlach Myslovitz od lat. Artur męczy się z tą piosenką. Jakby nie umiał jej zaśpiewać. Potem jest najgorszy numer na płycie, ale za to z najlepszym tytułem – "Spacer w bokserskich rękawicach". Początek budzi wiele wątpliwości.

Po kontrowersyjnym kwadransie następuje 20 minut, które odmieniają losy tej płyty. Pięć fantastycznych piosenek ze znakomitymi tekstami. "Kilka uścisków kilka snów" to prawdziwy diament. Nikt inny nie umie tak śpiewać o marzeniach, obawach i słabościach jak Artur. Nikt nie potrafi dziś pisać takich piosenek o miłości jak Myslovitz. To w przeciwieństwie do "Mieć czy być" najlepiej zaśpiewany temat na płycie. Chętnie za ten jeden utwór dałbym im pięć gwiazdek. Ale zalecam ostrożność w ich rozdawaniu, bo następny – "W deszczu maleńkich żółtych kwiatów" też wywraca na drugą stronę. Miażdży… Pierwszy raz w karierze zespołu wokalista ma wsparcie! Maria Peszek została świetnie obsadzona w tej roli. Coś dodaje i to ma moc. "Gadające głowy 80-06" jest powrotem do muzycznej myśli "Chciałbym umrzeć z miłości". Jeszcze jedna intrygująca opowieść. Kolejny trafiający do mnie tekst, choć wcale nie jest piosenkowy. Lubię niedokończone opowieści. "Ty i ja i wszystko co mamy" albo "Nocnym pociągiem do końca świata" to moje propozycje na drugiego singla. (A z tym zespół chyba będzie miał problem).

"Książe życia umiera
" jest zbyt normalny na tle ledwie przeżytych wrażeń. Zostawiłbym go na koniec płyty. Taki powrót na ziemię. "Złe mi się śni" to jedna z najbardziej rockowych piosenek w całej dyskografii zespołu. Ma gaz. Tylko jest problem z tytułowym zdaniem w refrenie. To już było.

Pełen niepokoju w zwrotkach i śpiewny w refrenach "Znów wszystko poszło nie tak" jest jeszcze jednym dowodem na nowy rozdział w rozwoju Myslovitz. Dobry kierunek!

I finał. Tajemniczy, niemal bluesowy. Kolejna opowieść Artura inspirowana przeczytanymi książkami, obejrzanymi filmami i odbytymi podróżami. Czy zastąpi "Mikiego" w koncertowym repertuarze grupy?

Szkoda, że to nie jest najlepsza płyta Myslovitz. Szkoda, że nie ma niej przebojów na miarę "Długości dźwięku samotności", "Chłopców", czy "Sprzedawców marzeń". Szkoda, że jak nigdy od czasu "Rozmyślań przy śniadaniu" muszę omijać tyle piosenek. Szkoda, że nie skorzystali z usług producenta "stamtąd".

Jak dobrze, że mój ulubiony zespół ciągle potrafi mnie wzruszyć, wywołać ciarki na plecach i chęć wspólnego śpiewania. Dobrze, że mam piosenkę, której mogę słuchać sto razy z rzędu i chce mi się słuchać jej sto pierwszy raz. Dobrze, że znów mam utwory, które są dla mnie ważne. Dobrze, że jest zespół, któremu nieustannie wierzę. Chcę słuchać ich muzyki i  chodzić na  koncerty.
Poprawiony: poniedziałek, 30 maja 2011 17:53
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

 

Google